700 odsłonInformacje28 września 2015, 09:17,

Start w błotnej masakrze i kolejne zwycięstwo

Start w błotnej masakrze i kolejne zwycięstwo

Udostępnij na Fb. To zainteresuje Twoich znajomych


W sobotę wystartowałam w przedostatnim już wyścigu cyklu Lotto Poland Bike Marathon w Kielcach. Był to zarazem finał Korony Świętokrzyskiej. Dla mnie osobiście był to niesamowicie istotny wyścig, gdyż za górskie etapy liczyło się 110% ogólnej punktacji do klasyfikacji generalnej całego cyklu.



Nie zależało mi już na "generalce" w Koronie Świętokrzyskiej a bardziej na generalce całego cyklu, stąd też ważyły się losy mojej pozycji. Na miejsce dotarłam dzień wcześniej i po objeździe trasy byłam pełna optymizmu. Była bardzo ciekawa i przyjemna, dużo technicznych odcinków, dużo podjazdów, karkołomnych zjazdów po kamieniach, korzeniach, w skrócie MTB w czystej postaci. Trasa godna finału. Już wieczorem pojawiły się opady deszczu, jednakże sądziliśmy, że nie zmieni to aż tak trasy. Jednakże nie spodziewaliśmy się tego, co nastanie później. Od rana zaczął padać deszcz i nic nie zapowiadało, że to się zmieni.

Padało właściwie cały czas. Przed wyścigiem, w trakcie wyścigu, po wyścigu. Czasami nawet nie padało, bardziej lało. Nie wiem jak opisać słowami, to co się działo. Rzeźnia? Błotna masakra? To zbyt delikatne określenie. Pierwsze kilometry trasy prowadziły drogami asfaltowymi, ale już po 200m każdy był mokry. Do samego rozjazdu dystansów Mini/Max, czyli do około 15 km trasa nie była jeszcze taka zła. Błoto owszem było, ale przejezdne, jedynie jeden podjazd, jeden trudniejszy zjazd i tyle. Jednak prawdziwa zabawa zaczęła się po rozjeździe. Techniczne zjazdy, kręte, niebezpieczne, zabłocone, długie podjazdy po kamieniach ze spływającymi strumieniami, do tego nieustający deszcz.

Było niesamowicie ciężko. Tego dnia moc w nogach, umiejętności techniczne były ważne, ale równie ważne była mocna głowa. Kilometry ciągnęły się strasznie wolno, a na samą myśl o dystansie 50 km odechciewało się jechać. Dla mnie od połowy trasy najgorsze były zjazdy. Straciłam hamulce, przez co były momenty, gdzie po prostu zbiegałam z rowerem bojąc się o swoje życie, przez co nieco traciłam, ale starałam się odrabiać straty na podjazdach i płaskich odcinkach, których było jednak jak na lekarstwo.

Po 2h43min17s zameldowałam się na mecie wygrywając kategorie K2 i zajmując 2 miejsce w Open Kobiet, dzięki czemu w klasyfikacji generalnej Korony Świętokrzyskiej udało się obronić 2 miejsce. Lepszą informacją jednak było dla mnie to, że zapewniłam sobie zwycięstwo w Open Kobiet na dystansie Max w całym cyklu Lotto Poland Bike Marathon. Dawno tak nie cieszyłam się na mecie.

Po słabym rozpoczeciu sezonu udało się dogonić i wyprzedzić rywalki, z czego jestem bardzo dumna. Przede mną jednakże jeszcze 3 starty. Póki co za tydzień Gostynin Bike Tour a następnego dnia finał SkBank Mazovia MTB Marathon w Nowym Dworze Mazowieckim.

autor/źródło: Kasia Pakulska

Podobało Ci się? Udostępnij!

Napisz komentarz

Dodaj ogłoszenie