Higiena osobista na przestrzeni wieków – nie zawsze byliśmy czyścioszkami
Zamierzchłe czasy kojarzysz wyłącznie z luksusowymi kąpielami Kleopatry? No cóż, niegdyś czystość była zarezerwowana tylko dla wybranych. Na kartach historii przez większość epok gościł bowiem... brud. Czego jeszcze nie wiesz o dziejach higieny osobistej? Zdradzamy wszelkie tajemnice!
Mleko lepsze niż woda
Piękna Kleopatra miała przywileje. Boska królowa Egiptu z namaszczeniem dbała o swoje ciało. Aby zadbać o urodę, regularnie zażywała kąpieli w kozim mleku (niektóre źródła podają, że było to mleko kobyle lub ośle). Według legend jednorazowo trzeba było wydoić nawet 700 zwierząt! Efekty okazały się spektakularne, na czym korzysta dzisiejszy przemysł spa. Pełnotłuste mleko to źródło zbawiennych składników silnie odżywiających, ujędrniających i nawilżających skórę: nienasyconych kwasów tłuszczowych, protein, lipidów, peptydów oraz złuszczającego kwasu mlekowego.
To jednak nie wszystkie zabiegi upiększające starożytnej władczyni. W krainie faraonów ciało musiało być też gładkie, więc Kleopatra depilowała się, używając mieszanki z miodu i żywicy. Oprócz tego kazała sobie przygotowywać ekskluzywne maseczki ze złota koloidalnego – na odmłodzenie. Żeby zawsze pięknie pachnieć, używała też naturalnych perfum na bazie kadzidła i orientalnych olejków. Nie były to jednak płyny we flakonikach, jakie znamy dzisiaj, a wonne pomady do wcierania w ciało i włosy.
Wydawać by się mogło, że skoro już w odległym Egipcie higiena stała na wysokim poziomie, było tak zawsze i wszędzie. A tu… niespodzianka!
Czystość to nowoczesny wynalazek
W starożytnych Grecji i Rzymie na kąpiel w termach i łaźniach mogli sobie pozwolić tylko ludzie bogaci i znaczący. Reszta, o ograniczonym dostępie do wody, żeby pozbyć się ze skóry nieczystości, nacierała się grubą warstwą oliwy, którą po zaschnięciu odrywano razem z brudem. Mało smakowicie, zwłaszcza jeśli dodać do tego odór spoconych ciał. W czasach Kleopatry było zresztą podobnie – tylko faraonowie i kapłani regularnie się myli, aby nie obrazić bogów.
Średniowiecze to jeszcze brudniejsza era. Problemy z higieną były wtedy ogromne – wmówiono ludziom, że użycie wody grozi utratą zdrowia. Uznano bowiem, że wybuchające epidemie mają związek z rozmiękczeniem skóry, przez którą przenikają drobnoustroje. Aby zabić brzydki zapach, smarowano się wonnymi mazidłami, ale często… trującymi. Miały bowiem w składzie – oprócz oliwy, popiołu czy olejków roślinnych – między innymi ołów.
Co ciekawe, w epoce pozornie pompatycznego i czystego renesansu wcale nie było lepiej. We Francji Ludwika XIV zamiast myć się, wolano wylewać na siebie wiadra modnych już wtedy perfum. Tymczasem w łóżkach arystokratów swobodnie hasały pluskwy, a charakterystyczne białe peruki były plądrowane przez wszy. Pomijając świadectwa historyczne, które pokazują, że wysoko postawieni bogacze, ale nie tylko, załatwiali potrzeby fizjologiczne tam, gdzie akurat przebywali. Korytarz, schody? Gdzieś trzeba było.
Higiena osobista dziś
Na szczęście obecnie mamy bardzo wysoką świadomość dbania o siebie – i nie chodzi nawet o piękno, a głównie o zdrowie. Skok myślowy nastąpił w XIX wieku, gdy pojawiły się takie wynalazki, jak kanalizacja, wodociągi, syfony, wanny i ogólnie koncept łazienki. Jednak prawdziwe upowszechnienie higieny to dopiero wiek XX, a nawet jego druga połowa.
Współczesna toaleta stoi na niezwykle wysokim poziomie. Mamy świadomość tego, że myć należy się codziennie. Pachnące płyny do kąpieli, żele pod prysznic, musujące kule, mleczka, pianki – warto docenić tę różnorodność, o której niegdyś można było tylko pomarzyć.
Podobało Ci się? Udostępnij!






